zamknij

Wiadomości

Były łzy wzruszenia i radość. Za nami weekend cudów

2021-12-13, Autor: Magdalena Zmysłowska

Wzruszenie, radość, niedowierzanie - takie emocje pojawiają się podczas finałów Szlachetnej Paczki. Zobaczcie, jak weekend cudów przebiegał w naszym mieście.

Reklama

O tym, że jastrzębianie lubią i potrafią pomagać, przekonaliśmy się ostatnio, podczas akcji Zostań Świętym Mikołajem dla Seniora. Teraz przyszła kolej na finał Szlachetnej Paczki, czas kolejnych wielkich emocji.

Magazyn jastrzębskiej Szlachetnej Paczki usytuowany został w budynku Szkoły Podstawowej nr 15 im. Marii Konopnickiej, przy ulicy Niepodległości. To stamtąd przez ostatnie dwa dni zaledwie ośmiu wolontariuszy - z pomocą 6 kierowców - rozwiozło około 500 paczek do 32 potrzebujących rodzin.

- Zawartość paczek była różna, począwszy od żywności, poprzez środki czystości i ubrania, po sprzęty AGD, najczęściej są to pralka i lodówka. Zdarza się też, że ktoś prosi o opał - opowiada nam liderka Szlachetnej Paczki z rejonu Jastrzębia-Zdroju oraz Pawłowic, Ewa Kamińska-Kaźmierczak. - Wszystko zależy od potrzeb konkretnej rodziny. Był przypadek dziewczyny cierpiącej na chorobę Leśniowskiego-Crohna, która miała bardzo wyselekcjonowaną dietę. Jej darczyńca musiał się nieźle natrudzić, żeby zdobyć odpowiednie produkty, ale i on stanął na wysokości zadania.

Choć ilość wolontariuszy nie była duża, paczki udało się rozwieźć bez wsparcia służb pomocnicznych. Wyjątek stanowili strażacy z OSP w Studzionce, którzy byli jednymi z darczyńców.

- Nie mamy potrzeby korzystania z pomocy straży pożarnej, bo mamy sprawdzonych wolontariuszy z prywatnymi samochodami - tłumaczy pani Ewa. - Ale strażacy ze Studzionki swoją paczkę dostarczyli osobiście, a potem pomogli z transportem do jeszcze jednej rodziny. Było tam dwóch chłopców, którzy przy okazji mogli nacieszyć się wozem strażackim.

Jak wygląda dzień w sztabie? Ewa Kamińska-Kaźmierczak podkreśla, że zawsze stara się w jednej porze zebrać wszystkich wolontariuszy na ciepły posiłek.

- Tyle że on nigdy nie jest ciepły - śmieje się pani Ewa. - Bo przy tym wspólnym stole każdy chce opowiedzieć, jak wyglądała reakcja rodziny, od której akurat wrócił. A tych historii i emocji jest mnóstwo.

Pani Ewa jest liderką po raz drugi, ale ze Szlachetną Paczką związana jest już od 18 lat.

- Przeszłam wszystkie etapy, byłam zarówno darczyńcą, jak i wolontariuszem, a 18 lat temu to ja dostałam paczkę - wyznaje liderka. I podkreśla, że sens całej akcji opiera się nie tylko na pomocy materialnej, ale przede wszystkim na dawaniu ludziom nadziei i szukaniu realnych rozwiązań. - W poprzednich latach zdarzały nam się różne sytuacje. Kiedyś darczyńca, zamiast paczki, zaoferował komuś pracę, inny wysłał bezrobotnego na kurs doszkalający. Mieliśmy również przypadek kobiety chorującej na rzadką chorobę neurologiczną, która wymagała rehabilitacji. Obawialiśmy się, że tym razem nie uda się znaleźć osoby, która zasponsoruje kosztowne leczenie, ale i wówczas pojawił się darczyńca, który opłacił 20 zabiegów.

Jakie emocje towarzyszą tym, którzy poświęcają czas i siły na bezinteresowną pomoc innym?

- Wolontariusze, tak samo jak członkowie obdarowywanych rodzin, bardzo przeżywają wszystkie etapy akcji. Po wstępnych rozmowach, wypełnianiu formularzy kwalifikujących, czemu towarzyszą często zażenowanie i wstyd przed otworzeniem się, przyznaniem, co wpłynęło na ciężką sytuację, przychodzi czas na weekend cudów. Wtedy pojawiają się te najpiękniejsze uczucia: wzruszenie, radość, łzy wdzięczności. Obustronnie. Bo my, jako pomagający, widzimy w tym wszystkim, jak mało znaczące są nasze codzienne, błahe problemy.

Najbardziej wzruszająca sytuacja tegorocznej edycji? Pani Ewa bez wahania przytacza reakcję 9-letniej, chorej na nowotwór, Zuzi.

- Rodziny zawsze reagują na ogrom otrzymanych paczek ogromnym zdumieniem. Towarzyszą im emocje nie do opisania, pojawiają się łzy, przytulanie, niedowierzanie. Ale kiedy mała dziewczynka wyznaje, niczym dorosła osoba: "Mamo, to niemożliwe, że ci wszyscy ludzie przyszli tutaj dla mnie. Oni wierzą, że wyzdrowieję", to serce pęka. Choć, oczywiście, w pozytywnym sensie.

Czy weekend cudów to trafiona nazwa? Pani Ewa przyznaje, że to określenie jest strzałem w dziesiątkę. I nawet zdarzające się podczas koordynacji akcji drobne niepowodzenia nie są w stanie zniszczyć radości z przedsięwzięcia.

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuJastrzebie.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert tuJastrzebie.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera tuJastrzebie.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy wprowadzenie programu 800+ zamiast 500+ jest dobrym pomysłem?






Oddanych głosów: 845