zamknij

Wiadomości

Ludzie z pasją: łączy ich nie tylko miłość, ale także wspólna pasja

2017-04-22, Autor: Patrycja Wróblewska-Wojda

Spotkać można ich praktycznie na każdym koncercie. Nie tylko w Jastrzębiu, ale w wielu rejonach Polski. Aneta i Maciej Kanikowie to małżeństwo, które łączy nie tylko miłość, ale także wspólna pasja do fotografii. 

Od tego wszystko się zaczęło

Reklama

Maciek pasją do fotografowania zaraził się od taty, który był dumnym posiadaczem Zenita. Później dostał własny aparat i robił zdjęcia rodzinie. Natomiast Aneta w dzieciństwie miała zwykły aparat kompaktowy, ale miłość do fotografii przyszła później – po liceum. – Uczyłam się w studium reklamy w Raciborzu. Jednym z przedmiotów była fotografia, której uczyliśmy się od podstaw. Później rozpoczęłam pracę, poznałam Maćka i urodziłam dzieci, więc fotografia zeszła na dalszy plan – wspomina Aneta.

Kilka lat później fotografia wróciła do ich życia. Zaczęło się od robienia zdjęć na Bielskiej Zadymce Jazzowej. Ta muzyka jest szczególnie bliska sercu Maćka. – Jazz kocham od zawsze. Uwielbiam te emocje, otoczkę. Wielokrotnie zdarzyło się, że będąc na koncercie płakałem i przez to nie byłem w stanie zrobić zdjęć – opowiada. – Później przyszedł czas na kolejne koncerty, festiwale, inny rodzaj muzyki. Myślę, że dziś nasze nazwisko jest dość rozpoznawalne w lokalnym środowisku fotograficznym – dodaje.

 

Sposób na dobre zdjęcie

Standardowe trzy minuty, jakie podczas koncertu mają fotografowie na zrobienie zdjęć, to często zdecydowanie za mało. Na początku koncertu światło zazwyczaj nie jest jeszcze takie, jak powinno, a artyście nie pokazują emocji, które na zdjęciach wychodzą najlepiej. – Inni fotografowie z nas się śmieją, bo oni zazwyczaj znikają po kilkunastu minutach, a my stoimy i czekamy na te momenty, które czynią zdjęcia wyjątkowymi – mówi Maciek. - Zdarza się, że dla mnie jakieś zdjęcie ma niesamowitą wartość, a dla odbiorcy już niekoniecznie. Wyzwaniem jest przekazanie emocji. By ktoś, kto się nie zna na danej muzyce oglądając zdjęcie dostrzegł mistykę. To jest ważne – dodaje.

- Ekstremalnym przykładem był koncert Patti Smith podczas OFF Festivalu. Tylko 20 osób mogło robić zdjęcia. Stłoczyli nas z lewej strony sceny i nie było czasu na nic. Trzeba było się wyłączyć  i nie tracić ani sekundy na ustawienia. Na szczęście teraz mamy już doświadczenie i wiemy, jak ustawić aparat, by było dobrze. Nawet jak mamy mało czasu, to staramy się złapać jak najwięcej emocji, póz, perspektywy, coś w tych zdjęciach musimy pokazać – dodaje Maciek.

Dużo zależy też od samych artystów. Są tacy, którzy całą swoją postawą, mimiką i gestami sprawiają, że zdjęcia po prostu robią się same. Ale czasami kompletnie nic nie da się wykrzesać. – Bardzo ważne jest przygotowanie się do takiej sesji. Jeśli jedziemy na koncert, to wcześniej oglądamy artystów. Obserwujemy sposób ustawienia, gdzie stoją instrumenty, jak zachowują się na scenie. Mając mało czasu musimy przewidzieć, co się wydarzy. Natomiast, gdy możemy robić zdjęcia przez cały koncert, to jest czas na zmienianie obiektywów czy miejsc – opowiada Aneta.

Wiele trudności mogą przysporzyć światła. Przekleństwem fotografów są takie kolory jak: niebieski, czerwony, fioletowy. – Byliśmy raz na koncercie z gatunku rap. Było trudno, bo koncert tonął w ciemnościach i czerwieni. W dodatku publiczność nas zrzucała z podestów. W takich sytuacjach nie pozostaje nic innego, jak przerobić zdjęcia na czarno-białe lub zostawić, jak jest, by przekazać autentyczną atmosferę – wyjaśnia Aneta.

 Przygotowanie zdjęć do publikacji

Wszystko zależy od tego, ile jest czasu na obrobienie zdjęć i ile ich potrzeba. Zazwyczaj z jednego koncertu wychodzi około 150 zdjęć. Jest tego tyle, bo robi się zdjęcia seryjnie – w ruchu. – Bardzo często wiemy, że akurat w tym momencie powinniśmy podnieść aparat. Natomiast jeśli chodzi o samą obróbkę, to w fotografii reportażowej niewskazane jest, by była bardzo agresywna. Często to tylko kwestia kadrowania i wyciągnięcia szczegółów z cieni – mówi Maciek. – Gdy obrabiam zdjęcia, to lubię włączyć muzykę danego artysty, wtedy łatwiej można przekazać emocje panujące na koncercie – dodaje.

Aneta przed obróbką musi zobaczyć cały materiał, jaki zrobiła. – Podczas pierwszej selekcji wybieram zdjęcia, które moim zdaniem nadają się do dalszej obróbki. Później z tych zdjęć wybieram te najlepsze. Nigdy nie publikujemy całkiem surowych zdjęć, bo to nie wygląda dobrze. Chodzi o to, by fotografię dopieścić kadrem czy lepszą ekspozycją – uważa.

Wystaw jest tyle, że powoli muszą odmawiać

Małżeństwo Kaników prezentuje swoje zdjęcia nie tylko w portalach internetowych, ale także na wystawach. Niektóre samodzielnie, ale całkiem sporo wspólnie ze Stowarzyszeniem Jastrzębski Klub Fotograficzny „Niezależni”, którego Maciej jest prezesem. – Ostatnio wystaw jest całkiem sporo. Przykładowo dwa dni temu odbył się wernisaż w Galerii Acartus, gdzie nasze stowarzyszenie przygotowało zdjęcia z okazji 40-lecia jastrzębskiego szpitala. Zdjęcia wiszą też w Pawłowicach w ramach JAZZtrzębie. 30 kwietnia będzie wernisaż naszych zdjęć we Wrocławiu. Na lipiec też planujemy kolejną wystawę. Doszliśmy do takiego etapu, że ludzie sami do nas dzwonią i zapraszają. Niekiedy musimy odmawiać – cieszy się Maciek.

Cały czas trzeba ćwiczyć warsztat

Choć profesjonalną fotografią zajmują się od ponad czterech lat, to nie uważają, że już wszystko potrafią. Ważna dla nich jest możliwość uczestniczenia w warsztatach oraz wymiana doświadczeń z ikonami fotografii i kolegami ze stowarzyszenia. Właśnie tam mają największą możliwość spotkania się z profesjonalistami z najwyższej półki.

Dużo czytają. Regularnie kupują książki o fotografii oraz czasopisma branżowe. – Ostatnio doszliśmy do wniosku, że trzeba to ograniczyć. Ale trudno to zrobić, gdyż w każdym numerze jest coś, co może się przydać – śmieje się Maciek.

Oboje są zgodni co do tego, że nic nie zastąpi praktyki. Tylko podczas koncertów jest atmosfera, której po prostu nie da się odtworzyć w warunkach domowych. – Koncerty to nie jedyne, co nas interesuje. Uwielbiamy fotografię portretową, reportaż. Czasem zdarza się fotografia produktowa. Mamy szczęście, że mogliśmy w domu stworzyć swoje studio – mówi Aneta.

Fotografia otwiera oczy na świat

Ich życie zamyka się w kwadracie – praca, dzieci, dom i fotografia. Często nie mają czasu na nic innego, nawet na sen, bo noc można wykorzystać np. na czytanie książek. Ale nie żałują, bo fotografia nauczyła ich zupełnie innego spojrzenia na świat. - Jesteśmy ciekawi świata, coraz więcej nas zadziwia. A w takiej sytuacji trzeba mieć więcej czasu, by to sprawdzić. Ostatnio bardzo zainteresowałem się Chinami. Kupiłem już książki, a teraz chciałbym pojechać tam z aparatem. Fascynują mnie ludzie i ich historie. Dzięki zdjęciom nauczyłem się ich słuchać – opowiada fotograf.

Z kolei Aneta jest lokalną patriotką, która uważa, że Jastrzębie jest niesamowitym i jeszcze nie do końca odkrytym miastem. - Fotografia to cudowne medium, które otwiera na to, co dzieje się wokół ciebie. Wśród fotografów powiela się opinia, że trzeba zacząć dostrzegać świat wokół siebie. Nie trzeba wyjeżdżać na Bahamy, czy w inne ciekawe miejsca, aby zrobić ciekawe miejsce. Często coś wyjątkowego można spotkać po drodze, chociażby na spacerze czy w drodze do pracy – mówi.

- Taka chyba jest nasza misja, żebyśmy potrafili dostrzec więcej i to pokazać. Zrobić historię z niczego – kończy Maciek.

>> Zobacz więcej zdjęć autorstwa jastrzębskich fotografów <<

Oceń publikację: + 1 + 25 - 1 - 5

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Zuzanna Kaliszuk 2017-05-15 19:43:41

    Również nie widzę nic złego w obrabianiu surowych zdjęć. Na razie robię to hobbystycznie, ale zamierzam się zapisać na kurs na eduweb.pl z obsługi photoshopa, żeby wejść na wyższy poziom i na poważnie się tym zajmować. Kasa z tego jest niezła, nie ma co ukrywać.

    1 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuJastrzebie.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.