zamknij

Wiadomości

Tak wyglądał 1 września 1939 w Jastrzębiu. Wywiad

2019-09-01, Autor: Wiktoria Jackowska

– W Jastrzębiu znajdowała się ludność mieszana, choć w większości stanowili ją Polacy, było wielu Niemców, ale także sprzymierzeńców niemieckich. Ci ostatni, w chwili gdy wkraczali tu Niemcy, czyli ok. godz. 10.00 do Zdroju, wywieszali flagi ze swastykami, czyli byli na to przygotowani – mówił w wywiadzie dla tuJastrzębie.pl historyk, Marcin Boratyn.

Red.: 1 września mija 80-ta rocznica wybuchu II wojny światowej. Po raz kolejny pochylimy się nad wydarzeniami, które odcisnęły bolesne piętno na naszej historii. Jak jednak wyglądała ówczesna sytuacja na Górnym Śląsku, a konkretniej na terenie Jastrzębia-Zdroju?

Reklama

Marcin Boratyn: Na Górnym Śląsku już w sierpniu rozlokowywano oddziały i m. in. również w Jastrzębiu został umiejscowiony szwadron 3 Pułku Ułanów Śląskich. Miał on za zadanie patrolowanie oraz przygotowanie wzgórza na Bożej Górze. Trzeba pamiętać, że Jastrzębie było wtedy małą miejscowością – uzdrowiskiem; nie było tak zurbanizowane jak teraz – teren wyglądał zupełnie inaczej. Sytuacja na Górnym Śląsku była bardzo złożona z uwagi na dużą mniejszość niemiecką żyjącą na tych terenach i sporą liczbę sympatyków narodowego socjalizmu. Niemcy, jak wiadomo, nie mogli pogodzić się z utratą Górnego Śląska, Pomorza, Gdańska i w związku z tym wysuwali coraz śmielej swoje roszczenia. Sytuacja międzynarodowa była taka, że Niemcy od II połowy lat 30. coraz bardziej się militaryzowali i coraz częściej przyłączali kolejne terytoria przy bezradności Zachodu. Gdy Niemcy zagarnęli Czechy, stało się jasne, że prawdopodobnie Polska może być kolejnym celem. Polacy spodziewali się, że jeśli atak nastąpi, to przejdzie przez Rybnik, ale być może także przez tereny Jastrzębia, dlatego też ułani mieli przygotować te tereny do obrony. Nie miała to być jednak obrona na miarę greckich Termopili. Miała na celu opóźnienie marszu niemieckiego i umożliwienie ewakuacji ludności.

Jakie były nastroje wśród żołnierzy odpowiedzialnych za obronę pogranicza na naszym terenie? Czy spodziewali się wybuchu wojny?

Wojskowi wysokich szczebli wiedzieli z wiadomości wywiadu, że wybuch wojny jest nieunikniony. Pytania, które się nasuwały, dotyczyły sposobu ataku Niemców – taktyki, jaką przyjmą. Polacy bardziej liczyli na wsparcie sojuszników niż na swoją armię. 1 września, wcześnie rano, gdy otrzymano informacje, że Niemcy napadli na Polskę, żołnierze zerwali się ze swoich miejsc pobytu na terenie Jastrzębia i przystąpili do pierwszych działań, które polegały na patrolowaniu okolicy. Należało zebrać infromacje o tym, w jakim kierunku posuwa się wróg i jakie są jego siły.

Okazało się, że w kierunku Rybnika, Wodzisławia i Jastrzębia nadciąga kolumna 5 Dywizji Pancernej. Trzeba zaznaczyć, że była to bardzo silna jednostka, licząca ponad 300 czołgów i wozów opancerzonych. Przeciwko której Polacy nic nie mogli zdziałać, bo na terenie Jastrzębia mieliśmy ułanów. Dysponowali oni dwoma działami typu Bofors, które mogły zniszczyć cele pancerne, ale nie były w stanie powstrzymać tak dużej liczby pojazdów.

Niemcy przyjęli taktykę Blitzkrieg – wojny błyskawicznej, dlatego chcieli jak najszybciej uchwycić przyczułki na Wiśle, czyli przejechać płynnie przez teren naszej ziemi, bez żadnej walki. 300 czołgów i wozów opancerzonych plus cysterny z ropą. Do tego piechota, aprowizacja, tabory... ten wąż rozciągał się na wiele kilometrów, co też opóźniało przemieszczanie się, dlatego Niemcy zaczęli się rozdzielać. Część jechała na Żory, na Warszowice, na Jastrzębie, kolejni Moszczenicą w kierunku Zebrzydowic – byleby przyspieszyć tę kolumnę. Część sił została skierowana na Jastrzębie.

Kto dowodził siłami polskimi w Jastrzębiu?

Oddział, który znajdował się w Jastrzębiu, był dowodzony przez rotmistrza Ottona Ejsymonta, był to – jak później pokazała historia – wybitny wojskowy. Od 15 roku życia wsławiony w walce z bolszewikami, otrzymał także Virtuti Militari – żołnierz od urodzenia. On przygotował obronę, dysponując czterema plutonami. Jeden z nich operował w rejonie Marklowic, dwa działały „okrakiem” na drodze od mostku na Szotkówce w stronę Bożej Góry, a pluton czwarty w rejonie Moszczenicy, gdzie również był mostek na Szotkówce.

Trzeba pamiętać, że chodziło o obronę strategicznych miejsc, tam, gdzie Niemcy mieli przejechać. Z powodu tego, że te tereny Górnego Śląska są pokryte licznymi rzeczkami, siłą rzeczy głównymi miejscami obrony były mostki. W sytuacji, gdy mostek zostałby wysadzony, Niemcy mieliby problem z przetransportowaniem pojazdów pancernych. W związku z tym miejscowa młodzież i harcerze pomagali przy kopaniu rowów. Zakładano druty telegraficzne, obserwowano niebo, czy nie ma jakichś ruchów lotniczych ze strony nieprzyjaciela.

Jak dokładnie wyglądał 1 września w Jastrzębiu?

Około godz. 8.00 Niemcy próbowali z marszu przekroczyć mostek na Szotkówce, który znajduje się niżej obecnej kopalni Jas-Mos. Ułani natomiast ustawili swoje działko w lesie powyżej mostku. Przygotowali je tak, by idealnie celowało w ten most. Pierwszy strzał trafił w pojazd pancerny, który wjechał na niego i zatarasował przejazd pozostałym. To wzbudziło wśród Niemców konsternację, krzyżując im plany. Chcieli jak najszybciej dotrzeć do Jastrzębia, a na miejscu okazało się, że spotykają się z oporem. Próbowali zdobywać Bożą Górę piechotą, ale to również się nie udało, ponieważ mieliśmy stanowiska CKM-ów, które ich „kosiły”.

Niemcy widząc, że w przeciągu kwadransa nie są w stanie rozwiązać tej sytuacji, zaczęli omijać Jastrzębie i poruszać się w kierunku Warszowic i Moszczenicy, co zagrażało naszym siłom, ponieważ mogły zostać oskrzydlone. W związku z tym ułani jeszcze przez jakiś czas bronili się, strzelając do Niemców, jednak między godz. 9.00 a 10.00 rotmistrz wydał rozkaz, że należy się powoli wycofywać z obecnej pozycji. Zrobiono to ulicą Pszczyńską w kierunku Pawłowic. Polacy jeszcze raz ustawili swoje działko w rejonie wzgórza 282, tj. miejsca, gdzie dzisiaj znajdują się działki przy ul. Turystycznej i stamtąd też wstrzymali na chwilę sunące siły niemieckie. Relacje podają, że wtedy zostały trafione dwa pojazdy pancerne.

W trakcie wycofywania się z tej pozycji – mogła to być już wczesna godzina popołudniowa, gdy Niemcy byli już w Strumieniu – zdawano sobie sprawę, że ostatnie siły polskie w Jastrzębiu były otoczone. Ostatni żołnierze mieli za zadanie po prostu przedrzeć się przez kordon nieprzyjaciela. Podczas tej operacji polegli żołnierze osłaniający. Zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Jastrzębiu Górnym. Są nimi Paweł Sterniczuk i Antoni Kumor. Źródła podają, że zginął również trzeci żołnierz – Karol Burczak – miejsce jego pochówku nie jest jednak znane. Prawdopodobnie został ekshumowany po II wojnie i zabrany w rodzinne strony.

Warto też wspomnieć, że Niemcy stracili samolot! Został on trafiony właśnie w rejonie Strumienia a uszkodzony wylądował na Bziu, w okolicy obecnego wiaduktu nad linią kolejową. Był to samolot obserwacyjny. Tę ciekawostkę wspominają strasi mieszkańcy miasta.

Czy można jednoznacznie wskazać główne miejsce obrony w Jastrzębiu?

Oczywiście była to Boża Góra. Ma ona naturalne warunki do obrony, była znacznie większym wzniesieniem niż dzisiaj, nie było szkód górniczych. Dolina Szotkówki była podmokła, więc opancerzony pojazd wjeżdżając tam, mógł utopić się w moczarze. Jedyną możliwością było przejechanie przez mostek.

W odniesieniu do prowadzonych działań na Bożej Górze, należy wiedzieć, że pojawiało się wiele artykułów, które rozdmuchały te wydarzenia do bardzo wysokiej rangi. Tak jednak nie było i to trzeba podkreślić. Tutejsi żołnierze na pewno nie bronili się do godz. 14.00, nie mieli po prostu szans. Już między 9.00 a 10.00 schodzili z pozycji na Bożej Górze i przesuwali się na wschód, co nie umniejsza ich zaangażowania. Nic więcej nie mogli uczynić.

Nadmierny opór nie był możliwy, ponieważ Niemcy przygotowaliby swoją artylerię i zadaliby mocne straty wśród wojska i cywilów. Zaważyła odpowiedzialność za życie żołnierzy i za domostwa, które znajdowały się w pobliżu. Tego chciał uniknąć dowódca, rotmistrz Otton Ejsymont. Inne działania nie miały sensu. Jeśli była mowa o obronie, to tylko w większym zgrupowaniu. Wycofano się zatem bez większych strat i kontynuowano walkę w Małopolsce.

Dowódca Ejsymont wywiązał się z powierzonego mu zadania?

Rotmistrz Ejsymont ok. godz. 16.00 zameldował się u swojego dowódcy w rejonie Pszczyny i zgłosił wykonanie zadania, którym było wstrzymanie sił niemieckich na kilka godzin. Dzięki temu m. in. przed godz. 9.00 był w stanie odjechać pociąg z ewakuowaną ludnością. Nie można nazwać tego ogromnym zwycięstwem, ale zadaniem jakie był w stanie wykonać dowódca. Jego celem nie było powstrzymanie znacznej liczby czołgów, a wstrzymanie ich przejazdu na jakiś czas, tak, by wojsko, które było dalej w rejonie Wisły, mogło się przegrupować i dostatecznie przygotować na główny atak niemiecki w rejonie rzeki.

Jak zwykli mieszkańcy reagowali na przejście frontu niemieckiego 1 września?

Tak jak wspominałem, sytuacja była bardzo złożona. W Jastrzębiu była ludność mieszana, choć w większości stanowili ją Polacy, było wielu Niemców, ale także sprzymierzeńców niemieckich. Ci ostatni w chwili, gdy wkraczali tu Niemcy, czyli ok. godz. 10.00 do Zdroju, wywieszali flagi ze swastykami, czyli byli na to przygotowani. Nie będę ujawniał nazwisk, choć często były one polskie, co jeszcze bardziej komplikuje rozmawianie o tym, nawet po tylu latach. Stawali się oni z dnia na dzień Niemcami.

Z jednej strony mamy mieszkańców, którzy bronili tej ziemi, z drugiej – ludzi, którzy czekali na Niemców, by przejść na ich stronę w trybie natychmiastowym. Nie można się dziwić, że w przeciągu kilku tygodni Niemcy się tutaj zadomowili. Znajdowali się denucjatorzy, którzy wskazywali Niemcom byłych powstańców śląskich i ich rodziny, które później były aresztowane i szykanowane. Często robili to sąsiedzi.

W jaki sposób przyjęli tę sytuację właśnie byli powstańcy?

Jest taka znana historia powstańca Wilhelma Ostrzołka, inwalidy wojennego - podobno wyciągnął powstańczy karabin i zaczął strzelać do Niemców. Później porzucił broń i wycofał się z wojskiem, jednak po powrocie do Jastrzębia został zadenuncjowany przez jednego z sąsiadów. Został aresztowany i zginął w obozie w Dachau. Tak działo się z większością powstańców – trafiali do obozów koncentracyjnych. Była to surowa konsekwencja ich wcześniejszej działalności na rzecz niepodległej Polski.

Czy znamy konkretną liczbę poległych 1 września na terenach Jastrzębia?

Wszystkie straty polskie zamknęły się w trzech ofiarach, jakimi byli: Sterniczuk, Kumor oraz Burczak. Przy czym należy zdawać sobie sprawę, że nie dysponujemy dokumentami wojska polskiego. Warto jednak zaznaczyć straty, jakie ponieśli Niemcy – na pewno kilkukrotnie większe. Największa ilość poległa podczas starcia pod Bożą Górą. Gdy Niemcy pod nią podchodzili, uśmiercił ich ogień karabinu. Nie były to jednak poważne straty dla wrogich sił, gdyż Polacy nie mieli możliwości takowych uczynić – nie dysponowali sprzętem przeciwpancernym.

Jak zmieniły się realia wśród ówczesnej społeczności? Co z miejscami kulturalnymi, religijnymi?

Nastąpiły zmiany administracyjne, Jastrzębie-Zdrój stało się miejscowością Bad Jastrzemb. Przemianowano ulice – być może główna ulica w Jastrzębiu została nazwana Adolf Hitler Straße – co widać na odnalezionej pocztówce. Niemcy przejęli urząd, pocztę, szkołę. Nowy rok szkolny, który rozpoczął się z opóźnieniem, oznaczał dla uczniów naukę w zupełnie nowej rzeczywistości. Nie używano języka polskiego, lecz niemieckiego. Jastrzębie zostało włączone do Rzeszy. Obywatele, którzy tu mieszkali, stali się przymusowo obywatelami Niemiec. Uzdrowisko funkcjonowało nadal, panował w nim wzorowy ład. Z obiektów często korzystali żołnierze niemieccy, były tu później szpitale polowe. Jeśli chodzi o samą ludność – zależy, jak kto się do tej sytuacji dopasował. Gdy ktoś wewnętrznie czuł się Niemcem, stawał się nagle wyzwolony. Oportuniści, przyklaskując w jakiś sposób Niemcom, poniekąd dawali sobie radę. Osoby, które całkowicie nie potrafiły pogodzić się z panującą sytuacją, nie miały łatwego życia. Musiały liczyć się z tym, że gdy nie podpisały jakiejś „lojalki”, nie zadeklarowały narodowości niemieckiej, miały problemy. Czuły się wtedy jak ludzie najgorszej kategorii. Bardzo szybko pojawiły się w wycelowane w nich szykany.

Dziękuję za rozmowę.

Marcin Boratyn – od 2005 roku kierownik Galerii Historii Miasta Jastrzębie-Zdrój, z wykształcenia historyk

Oceń publikację: + 1 + 42 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (4):
  • ~Piotr Tomasz Szereda 2019-09-01 22:28:42

    Czy mieszkańcy Jastrzębia-Zdroju doczekają się relacji z organizacji z obchodów 80 rocznicy rozpoczęcia II Wojny Światowej organizowanej przez Urząd Miasta. Gdzie były, kto był obecny, jak długo trwały i jaki miały przebieg. Kto zabierał głos i co powiedział.

    6 18
  • ~seboc 2019-09-02 08:50:09

    @~Piotr Tomasz Szereda

    A po jakiego diabla. Prosze przyjac do wiadomosci, ze wojna sie skonczyla.

    Milo by bylo, jakby zapisalby sie Pan na jakies lekcje j.polskiego. Bardzo czesto oczy bola, wali Pan byki jak dziecko.

    18 5
  • ~Jacek Balcerzak 2019-09-02 09:37:30

    Taa wojna skończyła i nie ma co rozpamiętywać, najważniejsze zapalić jointa i POparadować z gołą dupą na tęczowej paradzie.
    Miłość , równość , pedałowanie.

    8 14
  • ~Mieczyslaw Wisniewski 2019-09-03 21:46:06

    seboc z takim jak ty odmóżdżonym pajacem w tęczowych stringach nie warto dyskutować...

    2 5

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuJastrzebie.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.