zamknij

Kultura, rozrywka i edukacja

Kuba widziana z wysokości siodełka roweru. O swojej wyprawie opowiadają mieszkańcy Jastrzębia

2020-04-12, Autor: AB

Przygody życia jastrzębian nie pokrzyżował nawet koronawirus. Zobaczyli Kubę w całej okazałości. Dziś dzielą się wspomnieniami i zdjęciami.

Reklama

Jastrzębianie: Ewa Frajhofer i Andrzej Rakowski przeżyli przygodę życia. Bo chyba tak można nazwać wycieczkę rowerową uwaga...po kubańskich drogach i bezdrożach. 

- 03.03 wylecieliśmy na Kubę i przez kolejne 2 tygodnie zwiedzaliśmy wyspę z wysokości siodełka rowerowego. Przemieszczaliśmy się również tradycyjnymi kubańskimi samochodami, których jest mnóstwo  - to jak przeniesienie się w czasie. Spaliśmy w pensjonatach, małych kwaterach podróżując na wypożyczonych rowerach od wioski do wioski. Czasami pedałując poza miastem przez kilkanaście kilometrów nie wyprzedził nas ani jeden samochód, ba nie spotkaliśmy nawet jednej furmanki bo poza miastami koń to główny środek lokomocji - wspomina Pani Ewa.

Zachwycali się nie tylko egzotyczną przyrodą i urokliwymi krajobrazami, ale również mieszkańcami wyspy:

- Przekonaliśmy się, że miejscowi przy pomocy narzędzi - jak dla nas z minionej epoki - bardzo szybko są w stanie uporać się z gumą w naszym rowerze, czego niejednokrotnie byliśmy świadkami. Zawsze byli pomocni i uśmiechnięci, nie przeszkadzały nam ani różnice kulturowe ani bariery językowe - mówi Pan Andrzej.

Koronawirus dotarł również na Kubę. Mieszkańcom Jastrzębia udało się jednak zrealizować wszystkie zakładane punkty programu wycieczki.

- Dopiero gdy na Kubie odnotowano pierwsze 3 pierwsze przypadki koronawirusa, u turystów z Włoch, Kubańczycy wprowadzili ograniczenia dla imprez ale to już było przed naszym wyjazdem więc dla nas zmieniło się ostatniego dnia tylko to, że lekcję salsy zamiast w szkole mieliśmy na tarasie naszego nauczyciela. Przygody rozpoczęły się w momencie gdy dowiedzieliśmy się, że Polska nie przyjmuje samolotów i nasz lot do Warszawy po prostu się nie odbędzie. Na szczęście organizator naszego wyjazdu stanął na wysokości zadania i sprawnie wdrażał plan awaryjny ściągnięcia nas do kraju - opowiadają podróżnicy.

Jak wyglądał powrót w nowej epidemicznej rzeczywistości?

Planowo wylecieliśmy z Hawany do Paryża ale w Paryżu na lotnisku już koczowaliśmy do następnego dnia by praktycznie pustym samolotem polecieć do Berlina. Następnie komunikacją miejską na dworzec kolejowy w Berlinie i pociągiem do Frankfurtu nad Odrą, później znów autokarem pod granicę z Polską, żeby przekroczyć ją pieszo w Słubicach. Organizator chciał wysłać po nas busa do Paryża, ale nie zostałby on przepuszczony na granicy więc plan powrotu został po raz kolejny zmodyfikowany. Granicę niemiecko-polską przekroczyliśmy pieszo razem z innymi turystami i ludźmi wracającymi z Niemiec z pracy. Expresowy pomiar temperatury, wypełnienie karty turysty i pytanie celnika czy mamy świadomość, że obowiązuje nas kwarantanna. Mając dużo czasu podczas podroży powrotnej naczytaliśmy się już w internecie tyle, że wiedzieliśmy, że nie mamy szans na zwyczajny powrót do pracy i normalności po urlopie i że czeka nas izolacja. Z Słubic busem organizatora pojechaliśmy do Poznania, a stamtąd 2 pociągami do Warszawy po nasz samochód, który mieliśmy na parkingu przy lotnisku.

Ewa i Andrzej po 62 godzinach od zakończenia wakacji dotarli do domu. A potem? Wspomnienia i obowiązkowa kwarantanna.

Zobacz galerię

Oceń publikację: + 1 + 48 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~seboc 2020-04-13 08:43:49

    Tiszerty juz zwrocili?

    5 5

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuJastrzebie.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.